piątek, 4 lutego 2011

Majka i Paweł.

Laurkowi!
Od dzisiaj tutaj będę publikować moje opowiadania. Co będzie, to będzie. Dla przypomnienia, wstawiam PRZEDostatnią część, potem następną, a na dniach pojawi się nowa!
Wasza P.

Dla Włoskiej Familii ♥

          Wyjątkowo, już po siódmej, promienie grudniowego słońca zaczęły przedostawać się przez szpitalne żaluzje. Godzina była bardzo wczesna, aczkolwiek Paweł nie spał. Siedział na małym krzesełku, tuż obok łóżka Mai. Spoglądał na nią, przy okazji rozmyślając. Nie chciał, by tak wyglądały te Święta; wyobrażał je sobie zupełnie inaczej. - Chociaż z drugiej strony – myślał – dobrze, że jest jak jest. Przecież mogłoby być gorzej. Zresztą… piękny uśmiech malujący się na twarzy jego żony wynagradzał mu wszystkie nieszczęścia. Był gotów oddać wszystko, byleby była szczęśliwa. Czas leciał nieubłagalnie, minuta po minucie. Nim się obejrzał, było już po dziewiątej, a jego ukochana jeszcze smacznie spała. Rozejrzał się po sali, uśmiechając się ciepło do salowej sąsiadki, która zresztą wydawała się być sympatyczną kobietą. Przejeżdżając delikatnie ręką po jej policzku, spowodował, że otworzyła oczy.
- Dzień dobry. – uśmiechnęła się.
- Dzień dobry. – odpowiedział, odwzajemniając gest, dodatkowo całując Maję w policzek.
- Tylko tyle?
- A co byś chciała więcej?
- Hm… pomyślmy… - udała zastanowienie.
Paweł nachylił się nad nią, z czułością zatapiając się w aksamicie jej ust.
- Może być? – zaśmiał się, siadając z powrotem na taboreciku.
- Może. – kąciki jej ust uniosły się ku górze, a ich dłonie splotły się w uścisku.
- Paweł, kiedy oni nas stąd wypuszczą?
To pytanie wprawiło chłopaka w zakłopotanie. Wiedział, że muszą zostać w szpitalu do końca ciąży, ale nie był pewien, czy powinien ją o tym poinformować. Nie chciał jej denerwować, na pewno nie teraz.
- Nie wiem, Kochanie. – skłamał.
- No to idź się spytaaaaaj, plloooooossęęę! – zrobiła błagalną minkę.
- Kotek, od dziesiątej zaczyna się poranny obchód, wtedy porozmawiam z lekarzem, obiecuję.

            Zgodnie z obietnicą, po obchodzie złapał lekarza prowadzącego i udał się z nim do gabinetu. Mimo że odpowiedź na pytanie Mai znał, chciał się upewnić, czy to konieczne – chociaż domyślał się, że tak – w końcu takie stwierdzenie to poważna sprawa.. Jego przypuszczenia sprawdziły się. Majka musiała zostać, a sytuacja była naprawdę poważna. Sam się lekko podłamał, ale wiedział, że musi być silny, że jest teraz potrzebny ukochanej. Nie pocieszały go nawet myśli, że ciąże bliźniacze prawie w stu procentach, za każdym razem są zagrożone. Wracając z gabinetu, bił się z myślami. Wiedział, że powinien powiedzieć Majce prawdę. Bał się jednak, że ukochana kompletnie się załamie. Tak bardzo chciała wyjść już do domu…

            Po krótkiej chwili pojawił się z powrotem na sali. Uśmiechnął się ciepło, wchodząc dość szybkim krokiem. Podszedł do łóżka i musnął usta ukochanej.
- Tęskniłaś, jak mnie nie było? – roześmiał się.
- Ty mi lepiej powiedz, co powiedział lekarz!
- Em… tak naprawdę to… - łamał się, ostatecznie decydując się na kłamstwo – nic konkretnego. Zdecydują być może już dzisiaj wieczorem…
- Nie no, ja już tu dłużej nie wytrzymam! Paaaweeeeł, zrób coś, do diabła.
- Kochanie, nie gorączkuj się tak. – położył rękę na bardzo obszernym, jak na 7 miesiąc, już brzuszku. – Uspokójcie mamusię, widzicie, jak się denerwuje!

            Po jakiś piętnastu minutach stwierdzili, że może lepiej będzie, jak pojedzie na chwilę do Grabiny. Uspokoi tam wszystkich, prześpi się i zje coś porządnego. Wyszedł z sali zwracając się ku windzie. Stanął naprzeciwko niej i czekał. Rozległo się informujące ‘ding’. Z windy wyszedł prowadzący lekarz Mai.
- O, Panie Pawle, powiedział już pan żonie?
- Nie, jeszcze nie. Powiem dzisiaj wieczorem, dobrze?
- Koniecznie! Widzę, że Pan wychodzi, także do widzenia!
- Do widzenia, do widzenia – odrzekł, poczym skierował swoje kroki do windy.
Zjechał na sam parter, po czym udał się na parking. Usiadł wygodnie w samochodzie, zapiął pasy i ruszył.

            Droga wyjątkowo mu się dłużyła. Pewnie dlatego, że jechał bez Mai. W dodatku, na dworze rozpętała się wielka śnieżyca, co – wiadomo – kierowcom nie służy. W pewnym momencie, lekko dodał gazu, by przejechać szybko przez dość niebezpieczną (grube konary drzew itp.) część lasu. Tuż przed zakrętem, rozległ się głośny pisk opon samochodu Pawła. Na samym środku drogi stał jakiś pijany człowiek. Zataczał się, nie zwracając uwagi na nic! Za to Paweł, robił wszystko, by jakimś cudem go ominąć. Niestety – potrącił go.
- Jasny gwint! – krzyknął, uderzając w kierownicę. Zaraz po tym wysiadł z samochodu.
Na całe szczęście, lub nie, całe zdarzenie obserwowała policja, która czyhała za zakrętem na delikwentów jadących niedozwoloną szybkością. Dwóch starszych policjantów podbiegło szybko do mężczyzn, a trzeci ‘przyprowadził’ radiowóz.

Jeden z nich próbował złapać jakikolwiek kontakt z ‘pijaną ofiarą’ wypadku, natomiast drugi podszedł do Pawła.
- Widzieliśmy ten wypadek. Pojedzie Pan z nami.
- Ja… ja naprawdę starałem się wyhamować… ja… - Paweł próbował się ogarnąć.
- Tak, tak, wiem. Pojedzie Pan z nami, żeby złożyć zeznania. Zapraszam. – policjant ciepłym gestem, zaprosił go do radiowozu.
- Samochód odholujemy pod komisariat.

            Po kilku minutach byli już na posterunku. Paweł wszedł ostrożnie do pomieszczenia, w którym miało odbyć się przesłuchanie. W środku czekał na niego jeszcze starszy policjant i prześliczna, młoda i seksowna policjantka – Ilona. Włosy czarne, upięte w kucyk. Dość krótka ‘policyjna sukienka’ z rozpiętymi ostatnimi trzema guziczkami, od góry (wiecie… coś w stylu Laury podczas ‘Fever’, ale z zamianą sukienki z czarnej na ‘policyjną’ <hahaha>). Oniemiała na widok Pawła.
Wzięła od niego prawa jazdy i spisała najważniejsze informacje, kiedy to on sam był przesłuchiwany.

- Teraz jeszcze poproszę dane kontaktowe. Numer telefonu…
Ilonie zapaliła się żółta żarówka. Odwróciła się tyłem do siedzącego przy biurku Pawła, udając, że czegoś szuka. Zgarnęła ‘po drodze’ długopis i wyjęła z kieszeni karteczkę. Zduński podyktował policjantowi numer, a policjantka bezczelnie go zapisała. Oderwała jednak jeszcze połowę karteczki, zapisała swój numer ‘698xxxxxx – Ilona’, po czym dyskretnie wsadziła ją do kurtki Pawła, wiszącej na wieszaku.

Po niecałej godzinie wyszedł z komisariatu i wrócił się na drogę prowadzącą do Grabiny. Dojechał tam po dwudziestu minutach. Wyciągnął telefon, by upewnić się która godzina. Przy okazji znalazł karteczkę. Zdziwił się, jednak zauważył migające okienko na wyświetlaczu, więc odłożył ją na bok. Komórka wskazywała punkt 14, ale także 2 nieodebrane połączenia od ‘Majuś’. Szybko oddzwonił do ukochanej, martwiąc się, że się coś stało. W końcu dotarł do Grabiny. Tam – przebrał się w ciuchy, spakował najpotrzebniejsze rzeczy Mai i zjadł coś ciepłego. Opowiedział też wszystko, co i jak całej rodzinie. Zrezygnował jednak ze snu – około czwartej – jak się ze wszystkim uporał, stwierdził, że czas wracać do ukochanej. Pożegnał się ze wszystkimi i ruszył w drogę powrotną.

Wszedł na salę, po cichu otwierając drzwi. Z dworu dochodziły odgłosy fajerwerków. W końcu było już pierwsze święto - najwyższy czas by przetestować sprzęt na Sylwestra, chociaż i tak pewnie większość do sklepów będzie biegła na ostatnią chwilę. Pocałował ukochaną i zaczął jej wszystko opowiadać. Rozdzwoniła się jego komórka. Wyciągnął telefon z kieszeni i zerknął na wyświetlacz. Migał mu przed oczami jakiś numer, który skądś kojarzył, ale nie wiedział skąd.
- Kto dzwoni? – zainteresowała się Maja.
- Ee… - zastanawiał się sam do siebie.
W końcu skojarzył wyświetlający się numer, z numerem z karteczki, którą pozostawił w samochodzie.
- Nikt ważny! – wyraźnie się zmieszał –A ważna jesteś Ty.
Nacisnął ‘wycisz’, po czym schował telefon do kieszeni. Już chciał się cieszyć spokojem, kiedy rozległ się dźwięk sms-a. Odczytał go.
‘Cześć. Tu Ilona, policjantka. Dzwonię, bo widziałam, jak się na mnie patrzyłeś… Mrau.’
Zszokowany nacisnął czerwoną słuchawkę i ponownie schował urządzenie, ‘róbując wrócić do rzeczywistości’.
Po długim popołudniu, stwierdził, że czas najwyższy powiedzieć Majce prawdę, na temat pozostania w szpitalu.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz